księga gości


2006
maj
kwiecień
luty
2005
grudzień
listopad



O mnie
Kilka odpowiedzi.

To co kocham...
Anathema
Wildcat
NIN
Żagle

za-kochanka


Jestem sama.
Nie no bez tragedii.
Chłop poszedł spać.
Przedziwne lecz nie mam co robić!?!

Mogę:
umyć naczynia
napisac pracę na etykę
zrobić pranie
przeczytać dawno-zapomnianą-knigę
odpisać na mejle
zrobić pedikjur
pomyśleć intensywniej niż na codzień (hard task)
wklepać balsam na celulitis ( co prawda nie wiem konkretnie co to jest i czym się różni ale dostałam za darmo więc wklepuje czasem)
wypić piwo
zapalić (o zgrozo! białe firanki! czyste powietrze!nie! nie rób tegoooo!)
ogladnąc dumę i uprzedzenie
zeżreć coś ( o tej porze?) nie bacząc na to że muszę( nie no chcę!) jeść schludnie und iligancko alby Chłop mój nie obrzydził się i zapału ku mnie nie stracił.

Ale nie chce mi się nic.
Powinnam mieć na imię Pani-Nie-Chce-Mi-Się-Kutwa-Nic-Zawsze-Niezaleznie-Od -Okoliczności-I-Uj.
Nie chce mi się bo tracę napęd-popęd życiowy i popadam w komputer.
Ja bez Chłopa jak bez....Chłopa, no żesz kurna ni do opisania!

A on przecież taki jest niedobry i fagasowaty. Nie ważne. Mimo wszystko :lowe:

Popadłam w komputer.No to sobie się porobięnic.

No ale przynajmniej dzien był intensywnie spędzony, jak zresztą każdy nasz jeden ;):turbosarkazm:

Z trudem wstałam, oko sklejone nadal ale już straczyło drętwoty sypialnianej. Gdyż była 11. O której poszłąm spać? 4? 5? Eh, dawno to było i nieprawda...
Obok nic, znaczy pościel.
Wybył.
Snuję się po domu. O.Nie ma kasku.
Ok.Jeździ.

Snucie się po domu to stan który uwielbiam i nienawidze łacznie. To takie coś obrzydliwe które za bardzo ci nie chce pozwolić iść sie umyć,ubrac,umalowac i ogolnie tegotego i tak cię ciąga od pokoju do kuchni a coś zezreć a coś pooglądac a podlubać a takietam. No i telefon. "Wstawaj,jedziemy gdzieś. Zaraz będę"
Mój kochany mobilizator.
Oczywiście zanim mi się udało wyjść z łazienki mineła godzina.Przyjechał.Zjadł bułkę, pogrzebał w necie, wziął prysznic, ubrał się i wyszedł a ja nadal siedziałam na kanapie malowalam rzesy/szukałam skarpet/miałąm dylemat ze spodniami/popijałam tabletkę/plotłam warkocz (niewykluczone że tez i głupoty).
Udało się. Pojechalismy
Cel:Zakupy,obiad,przejażdżka.
Jedziemy i już kutwa mi źle.No bo jest te 180 na liczniku, lecimy autostradą a ja jak Merlin Monroł i kutwa słomiany wdowiec - spodnie mi latają do góry aż do kolan.
Wściekła, costam się staram osunąć na dół.Po coś te spodnie ubrała! Ale jak tu osunąć jak twoje całe ciało zamiera przy takiej jeździe, nie,no nie da się. Jestem zespolona z ciałem Chłopa jak również z samym motocyklem a tu mi sie nogawki zawijają. Siarrra tudzież niewygoda. Dojechaliśmy. Furczę,burczę,ale co zrobić, taki czojs, takie spodnie.

Kupili,zjedli,wrócili.

A potem nadeszła 14.
Świeżbi mnie bo kurna medjamarkt durny mi sprzedał radjo do sejczenta.
Swieżbi bo już chcę mieć zamontowane.
Dzwonię do Łysego.
"Łysy zamontuj mi radiooo"
"Ej no przeciez ja już idę, bylismy umówieni na 14"

?

Chłop wypiera się że NIBY umawia się za moimi plecami.

eee...nic to. idziemy pod garaż.

Zanim udalo mi się tak zaparkowac sejczentem aby było w miarę dobrze ( problem:za krótki przedłużacz )
Chłop umarł ze śmiechu, Lysy wypił 3 piwa,najechałam na rower Chłopa ( tragedia, krzywda jasniepańska - rower wart tyle co ja+sejczent+radjo)

Łysy zabrał się za radjo.

No i turboząk bo nie mineło 15sek jak dostałąm dyspozycje "jedź do sklepu po inny kabelek" czy "costam takiego bez czego nie zamontujemy a sklep z tym czyms czego nazwy nie pamietam jest za miastem"....... Weź wyjedzaj i wykrecaj tym kutwa "autem". Pot ze mnie trysnął i dostałam odcisków na palcach w tym czasie Chłop i Łysy wyciągneli lezaki, połozyli się i nawet zdązyli sie opalic.

MONTOWALIŚMY radio godzinę z okładem. Łysy lutował/przykrecał/sapał/kręcił/szaprał/wkurwiał się, Chłop siedzial na motorze,kupował kaszanę i kiełbę białą na grilla, ja na malenkim stołeczku (którego ledwo było widac pod mojego tyłka) siedząc pilam piwo i jarałam szlugi.

W końcu udało NAM się zamontowac ( ja to prawie się nie upiłam tym montowaniem ) toteż wzieliśmy grilla do auta i wyrwalismy na łakę.
Chwila przyjemności z Offem i juz w akcji grill+piwo+strój kąpielowy.

Potem było weselej bośmy sie kochali i chyba mnie pogryzło z milyjard komarzyc :spalic fabrykę offa!:

A już na koniec tej opowieści pojawia się mama z arbuzem.
Ojku ojku jakiż czerwony się jej trafił...pycha!

No to się trochę pozwierzałam, czuję się prawie jak po spowiedzi, tylko nadal nie mam co robić.

Chyba pójdę spać.

Cośtam dłubie,skrobie w sypialni.
Hm.
CZyżby stukot klawiatury przeszkadzał?

Nie lubię zasypiać w odstępie czasowym gdyż nie następuje romantyczne tulenie ani trzymanie za ręce.Tylko chrapanie, ewentulanie wystawiona noga na moją połowę i musze uprawiać straszenną ekwilibrystykę izby się wpasować na figurę jaką jest spiący Chłop.

Sapie coś do mnie, coś jęczy, coś szemrze.
Idę.
Pokusiłam się myslą o tym jaki jest rozgrzany, i miękki.

...

:szczęście:


2006-05-11 23:43:05 skomentuj (0)
Spływ Dunajcem...
Było romantycznie, ciekawie, pięknie...

...ale strasznie po tym dupa boli ;)

/siedź se 2h45min na desce bez ruchu :ząk:




2006-05-11 22:00:46 skomentuj (0)
Powrót.Powodzi?Mnie.
Spacer dzisiaj, w poszukiwaniu wody. Z aparatem w dłoni...ale cóż, nie wiem dlaczego nie mogę dodać zdjęć, strona się wiesza...przy okazji dodam...

Zyjemy swoim tempem, raz szybko aż serce nie nadąża bić a raz jakbyśmy się czołgali po ziemi...

Dobrze jest..czasem jakaś nostalgia, czasem kłotnia i strumień łeż...emocje u nas są jak cieniutka żyłka po której powoli stąpa wielki słoń. Ale za to jaki uroczy ;)

Żyjemy sobie w swoim kącie...podróżujemy czasem i noski wystawiamy za róg świata, ciekawi co tam jest.. Wystawy, zakupy na nowy sezon motocyklowy, części z Japonii, dziury w asfalcie, powódź? Co chwilę biegamy nad Odrę do której mamy 500 metrów. Dobrze że mieszkamy na 3 piętrze ale samochody i motocykle. Trzeba być czujnym. Tragedii nie będzie ale moze garaż podtopić.

Jesteśmy sobie razem, razem idziemy przez codzienność..praca, szkoła, dom.

Ciągle coś nowego, zawsze do przodu, tylko czasem gdy spogladam za siebie lekko szklą mi się oczy.

Tak mogłoby być na zawsze, ale wiem, że to tylko mrugnięcie oka.

Lecz jakie jest to szczęście!
Jakie szczęście...!

Tylko jeszcze mama...żeby mama była szczęśliwa.Mocno.Chcę.

Pozdrowionka...


2006-04-01 20:38:53 skomentuj (0)
Przejawienie.Chwilowe.
Przepraszam za tą ciszę - spowodowana jest tym, że się w końcu przeprowadziliśmy i mamy kłopot z zainstalowaniem internetu, w chwili obecnej czekamy już troooochę na założenie nowej anteny, bo mamy za słaby sygnał i się nie łączymy z siecią.

Ale nie tęsknię mocno za netem, bo dużo na głowie - sesja, praca...mieszkanie...zatkane rury :(

Mogę sobie powiedzieć - jestem szcześliwa.

Wszystkimzyczę, żeby znaleźli swoje miejsce na Ziemi - ja swoje - póki co - mam.

Jedynym moim zmartwieniem jest sytuacja u mojej mamy - rozstaje się ze swoim facetem i bardzo mi z tegopowodu smutno, widzę jak to przeżywa - nie tylko sam koniec związku jak też reakcje ludzi dookoła, naszej rodziny, ludzi z pracy, za bardzo się przejmuje tym wszystkim...

Zła jestem na jej faceta, za to że tak sobie odpuścił i za to że pokazał się od takiej strony o jaką bym go nie podejrzewała...Smutne jest to a ja bardzobym chciała żeby mama była naprawdę szczęśliwa, zasługuje sobie na szczescie bardziej niż ktokolwiek inny kogo znam - jest niesamowitą,pomagającą,ciepłą, piękną i mądrą kobietką - naprawde nie rozumiem dlaczego los ją tak doświadcza...wszystko dobrze się układa tylko to szczęście w miłości...

Oj będę bardzo trzymać za nią kciuki...!

Tymaczasem lece do knajpy.
Jutro mam egzamin z logiki...N I C nie umiem...naprawdę, nawet nie zajrzałam do książki...fe...Zaliczę na poprawce...no w każdym bądź razie KIEDYŚ zalicze...jeszcze czeka mnie łacina w środę a w czwartek wyniki z epistemologii...Oj ta sesja - nie znoszę!!!!

Buźka,lecę.
2006-02-12 16:52:33 skomentuj (2)
Zamieć. Odcięta od świata.

Obrzydliwy dzień:

-siedze sama, gdyż zamieć spowodowała odcięcie mnie od ludzi...normalnie boje sie wsiąśc w samochód i pojechać do miasta...

-od rana nie było wody, kiedy ją przywrócili leciała brazowa - kiedy ją zlalam okazało się ze skoncyła się ciepła i czekałam jak ta durna dobrych parę chwil zanim się bojler goracą woda nie odpłacił

- ucze się łaciny na pamięć...fe...już mam dość...

ale:
-dobry obiad miałam
-zrobiłam sobie przed chwilą swieży sok z jabłek cytryn i pomaranczy - popiajm właśnie z lodem
-trochę samotnosci pozwala nabrać dystansu, poza tym nie codzien musze czyjąś gębę oglądać...
-skóra mi odpocznie od mejkapu ;)

Poza tym coraz bliżej do przeprowadzki - już zaczynam obmyślać plany co i jak przewioze, gdzie spakuje, co wywale...yh! Cięzko bedzie ;)
Ale nie moge się doczekać - już mam dość zycia na tym zadupiu!! Mogłaby sobie teraz podejśc do knajpy, wypić małe piwkozapalić papieroska, pogadać z moim kochaniem, pomóc mu w razie potrzeby...po porstu ruszyć się z domu...


eh...pójdę wczesniej spać bo przecież jutro mam zajęcia rano na uczelni...ble!

Właśnie dzwonił mój J.
Ale co to za rozmowa - w tle śmiechy,głosy,muzyka...co też ja mu moge powiedziec - ze przed chwilą pozmywałam? że oglądałąm film? ...?

Chcę już nowe miezkanko.....
2005-12-18 20:18:58 skomentuj (2)
Pożarłam i dało efekt.
wczoraj było tak:



a dzisiaj zaliczyłam z palcem w uchu ;)


ide na drineczka ;)


miłego wieczoru!
2005-12-15 17:34:36 skomentuj (2)
Udalo się...!


Przysiadłam, napisałam

Zajelo mi to najwyżej pół godziny.

Nie jest to zapewne szczytowanie intelektualne, ale do odda nia się nadaje, ładna czcionka, rozstrzelony tekst....

Temat był fuj, ale nasz dr.G lubitakie słowne potyczki, kocha także uzywac słowa "dobitniej" i "zwięźlej", które chyba już nigdy nie będą się mi kojarzyć z niczym porywającym ;P

Eh...czeka mnie jutro intensywny dzień a to poczatek końca, bo przecież w czwartek logika i łacina...na konsultacje nie dam rady pójść,przede wszystkim czasowo, więc sobie daruje...yf...znowu się zbiega wszystko w czasie :) Jeszcze okaze sie na renesansowej, że zawaliłam pieprzonego Kartezjusza i dopiero będę latać jak wścieknięta...

Obym tego nie zawaliła, ale jeszcze bez paniki :)

(szczerze wątpie czy kiedykolwiek nadejdzie, więc spokojnie :P)

A w ogóle to w ramach usprawiedliwienia musze doadać, że ja tak gadam tylko li wyłącznie dla uspokojenia mojego sumienia...

No cóż mam powiedzieć w obilczu takiego dictum , że zawsze mi się udaje.

Bez szaleonego wysiłku ;)

Siły zostawiam na inne czynności.
bardziej...hm...przyjemne...

eh...

dobranoc.
za chwilę musze wstać więc przymknę chociaż oko.

Chłopa nie ma.
ale tam....

wroci, zawsze wraca.

i budzi.

wybaczone ma już ;)
2005-12-13 00:41:56 skomentuj (0)