| za-kochankablog - archiwum: Jestem sama. |
|
strona główna |
Jestem sama.Nie no bez tragedii. Chłop poszedł spać. Przedziwne lecz nie mam co robić!?! Mogę: umyć naczynia napisac pracę na etykę zrobić pranie przeczytać dawno-zapomnianą-knigę odpisać na mejle zrobić pedikjur pomyśleć intensywniej niż na codzień (hard task) wklepać balsam na celulitis ( co prawda nie wiem konkretnie co to jest i czym się różni ale dostałam za darmo więc wklepuje czasem) wypić piwo zapalić (o zgrozo! białe firanki! czyste powietrze!nie! nie rób tegoooo!) ogladnąc dumę i uprzedzenie zeżreć coś ( o tej porze?) nie bacząc na to że muszę( nie no chcę!) jeść schludnie und iligancko alby Chłop mój nie obrzydził się i zapału ku mnie nie stracił. Ale nie chce mi się nic. Powinnam mieć na imię Pani-Nie-Chce-Mi-Się-Kutwa-Nic-Zawsze-Niezaleznie-Od -Okoliczności-I-Uj. Nie chce mi się bo tracę napęd-popęd życiowy i popadam w komputer. Ja bez Chłopa jak bez....Chłopa, no żesz kurna ni do opisania! A on przecież taki jest niedobry i fagasowaty. Nie ważne. Mimo wszystko :lowe: Popadłam w komputer.No to sobie się porobięnic. No ale przynajmniej dzien był intensywnie spędzony, jak zresztą każdy nasz jeden ;):turbosarkazm: Z trudem wstałam, oko sklejone nadal ale już straczyło drętwoty sypialnianej. Gdyż była 11. O której poszłąm spać? 4? 5? Eh, dawno to było i nieprawda... Obok nic, znaczy pościel. Wybył. Snuję się po domu. O.Nie ma kasku. Ok.Jeździ. Snucie się po domu to stan który uwielbiam i nienawidze łacznie. To takie coś obrzydliwe które za bardzo ci nie chce pozwolić iść sie umyć,ubrac,umalowac i ogolnie tegotego i tak cię ciąga od pokoju do kuchni a coś zezreć a coś pooglądac a podlubać a takietam. No i telefon. "Wstawaj,jedziemy gdzieś. Zaraz będę" Mój kochany mobilizator. Oczywiście zanim mi się udało wyjść z łazienki mineła godzina.Przyjechał.Zjadł bułkę, pogrzebał w necie, wziął prysznic, ubrał się i wyszedł a ja nadal siedziałam na kanapie malowalam rzesy/szukałam skarpet/miałąm dylemat ze spodniami/popijałam tabletkę/plotłam warkocz (niewykluczone że tez i głupoty). Udało się. Pojechalismy Cel:Zakupy,obiad,przejażdżka. Jedziemy i już kutwa mi źle.No bo jest te 180 na liczniku, lecimy autostradą a ja jak Merlin Monroł i kutwa słomiany wdowiec - spodnie mi latają do góry aż do kolan. Wściekła, costam się staram osunąć na dół.Po coś te spodnie ubrała! Ale jak tu osunąć jak twoje całe ciało zamiera przy takiej jeździe, nie,no nie da się. Jestem zespolona z ciałem Chłopa jak również z samym motocyklem a tu mi sie nogawki zawijają. Siarrra tudzież niewygoda. Dojechaliśmy. Furczę,burczę,ale co zrobić, taki czojs, takie spodnie. Kupili,zjedli,wrócili. A potem nadeszła 14. Świeżbi mnie bo kurna medjamarkt durny mi sprzedał radjo do sejczenta. Swieżbi bo już chcę mieć zamontowane. Dzwonię do Łysego. "Łysy zamontuj mi radiooo" "Ej no przeciez ja już idę, bylismy umówieni na 14" ? Chłop wypiera się że NIBY umawia się za moimi plecami. eee...nic to. idziemy pod garaż. Zanim udalo mi się tak zaparkowac sejczentem aby było w miarę dobrze ( problem:za krótki przedłużacz ) Chłop umarł ze śmiechu, Lysy wypił 3 piwa,najechałam na rower Chłopa ( tragedia, krzywda jasniepańska - rower wart tyle co ja+sejczent+radjo) Łysy zabrał się za radjo. No i turboząk bo nie mineło 15sek jak dostałąm dyspozycje "jedź do sklepu po inny kabelek" czy "costam takiego bez czego nie zamontujemy a sklep z tym czyms czego nazwy nie pamietam jest za miastem"....... Weź wyjedzaj i wykrecaj tym kutwa "autem". Pot ze mnie trysnął i dostałam odcisków na palcach w tym czasie Chłop i Łysy wyciągneli lezaki, połozyli się i nawet zdązyli sie opalic. MONTOWALIŚMY radio godzinę z okładem. Łysy lutował/przykrecał/sapał/kręcił/szaprał/wkurwiał się, Chłop siedzial na motorze,kupował kaszanę i kiełbę białą na grilla, ja na malenkim stołeczku (którego ledwo było widac pod mojego tyłka) siedząc pilam piwo i jarałam szlugi. W końcu udało NAM się zamontowac ( ja to prawie się nie upiłam tym montowaniem ) toteż wzieliśmy grilla do auta i wyrwalismy na łakę. Chwila przyjemności z Offem i juz w akcji grill+piwo+strój kąpielowy. Potem było weselej bośmy sie kochali i chyba mnie pogryzło z milyjard komarzyc :spalic fabrykę offa!: A już na koniec tej opowieści pojawia się mama z arbuzem. Ojku ojku jakiż czerwony się jej trafił...pycha! No to się trochę pozwierzałam, czuję się prawie jak po spowiedzi, tylko nadal nie mam co robić. Chyba pójdę spać. Cośtam dłubie,skrobie w sypialni. Hm. CZyżby stukot klawiatury przeszkadzał? Nie lubię zasypiać w odstępie czasowym gdyż nie następuje romantyczne tulenie ani trzymanie za ręce.Tylko chrapanie, ewentulanie wystawiona noga na moją połowę i musze uprawiać straszenną ekwilibrystykę izby się wpasować na figurę jaką jest spiący Chłop. Sapie coś do mnie, coś jęczy, coś szemrze. Idę. Pokusiłam się myslą o tym jaki jest rozgrzany, i miękki. ... :szczęście: 2006-05-11 23:43:05 skomentuj (0) |